Jak powstało moje studio La suerte?

Dlaczego stworzyłam La suerte?

Wszystko zaczęło się od silnej potrzeby robienia czegoś, co będzie dla mnie satysfakcjonujące.
Czegoś, co nie tylko daje pracę, ale też realnie mnie rozwija.

Kilka lat wcześniej skończyłam policealną szkołę kosmetyczną-wiedziałam, że chcę tak pracować — choć po drodze pojawiały się też inne pomysły.

Minęło trochę czasu i wróciła do mnie ta myśl.
Poczułam, że to właśnie wyuczony zawód jest tym, czym naprawdę chcę się zająć.

Potrzebowałam jednak czegoś, co nada mi kierunek.
Czegoś, co pozwoli zacząć od nowa — ale już bardziej świadomie.

Wtedy pojawił się masaż Kobido.
Słyszałam o nim wcześniej, coś przeczytałam… i zapisałam się na szkolenie w Akademii Kobido.

Nie miałam wielkiej wizji.
Nie byłam nawet pewna, czy to będzie „to”.

Ale wszystko zmieniło się w momencie, kiedy pojawiłam się na szkoleniu.

Zafascynowała mnie terapia manualna.
Poczułam, że to jest kierunek, który chcę zgłębiać.

Kiedy zaczęłam stawiać pierwsze kroki i pojawiły się pierwsze osoby, które oddały się w moje ręce…
zaczęłam słyszeć, jak się czują po masażu.

Że widzą efekty.
Że ich twarz się zmienia.
Że czują się lepiej ze sobą.

Ale przede wszystkim — że pojawia się głęboki relaks.
Taki, którego często bardzo im brakowało.

To mnie poruszyło.
I dało ogromną motywację do dalszego rozwoju.

Gdzieś po cichu zaczęłam marzyć o swoim miejscu.
O przestrzeni, w której będę mogła pracować tak, jak czuję.
Po swojemu.

A ponieważ jestem osobą, która kiedy już coś poczuje — naprawdę do tego dąży…
to marzenie zaczęło się spełniać.

Tak powstało moje studio.

Od początku wiedziałam, że chcę, żeby to było inne miejsce.
Nie kolejny salon kosmetyczny z presją młodszego wyglądu.

Chciałam stworzyć przestrzeń uważnej pielęgnacji.

Nie miałam dużego budżetu.
Więc szukałam, kombinowałam, tworzyłam krok po kroku.

Ale miałam wizję.

I bardzo dużo serca włożonego w to miejsce.

Chciałam, żeby było spokojnie.
Ciepło.
Bez napięcia.

Tak, żeby kobieta, która tu przychodzi, mogła naprawdę odpocząć.
Nie tylko fizycznie.

Z czasem zaczęłam się dalej rozwijać.
Pojawiły się kolejne szkolenia — m.in. w Akademii Skóry dr Sołdackiej oraz szkolenie trenerskie z Facefitness.

I dziś wiem jedno.

Chcę pokazywać kobietom, że naprawdę nie potrzeba wiele,
żeby poczuć się lepiej we własnej skórze.

Jeśli jeszcze mnie nie odwiedziłaś to zapraszam!


Komentarze

Dodaj komentarz